Chile – Gejzery El Tatio

dsc_0552

Drodzy Czytelnicy, dziś chciałbym Wam przedstawić bardzo popularną atrakcję turystyczną w okolicach San Pedro de Atacama – gejzery El Tatio. El Tatio (w języku Quechua oznacza piec) jest polem gejzerów położonych w wysokich Andach północnego Chile na wysokości 4.320 m. n.p.m. Są to najprawdopodobniej najwyżej położone gejzery na naszej planecie, w sumie jest ich 80, co z kolei czyni El Tatio największym polem gejzerów na południowej półkuli i trzecim co do wielkości na świecie. Wybuchy gorącej wody osiągają średnią wysokość ok. 75 centymetrów, przy czym najwyższa erupcja dochodzi do ok. 6 metrów.

dsc_0511

Gejzery najlepiej podziwiać tuż przed świtem gdy różnica temperatur wody i powietrza powoduje intensywne powstawanie pary. Dojazd z San Pedro de Atacama zajmuje jakieś 2 godziny, więc trzeba było wstać o 4 rano. Dziwne to były wakacje bo praktycznie codziennie wstawaliśmy o takiej nieludzkiej porze. W nocy w San Pedro jest dość chłodno, natomiast przy samych gejzerach było początkowo ok. – 10 stopni Celsjusza, przemarzliśmy do szpiku kości. Na zdjęciu Gosia czeka przed naszym hotelem na przyjazd autobusu. Tak jak wspominałem wcześniej nie mieliśmy swojego auta tylko bazowaliśmy na wycieczkach wykupionych w lokalnych agencjach. Zawsze było przynajmniej pół godziny czekania w napięciu, że po nas nie przyjadą. Ostatecznie obyło się bez przykrych niespodzianek.

dsc_0520

Na miejsce docieramy w samą porę, nie pamiętam w ogóle drogi bo spałem jak zabity.

dsc_0522

Pierwsze w życiu spojrzenie na dość rzadkie zjawisko jakim są gejzery. Jest tylko 6 podobnych miejsc na świecie zlokalizowanych w często dość niedostępnych miejscach takich jak Kamczatka czy Alaska. Najbliższe nam gejzery są oczywiście na Islandii. Samo słowo gejzer zaczerpnięte zostało właśnie z języka islandzkiego (od słowa geysa), a matką/ojcem wszystkich gejzerów jest Geysir zwany Wielkim, który znajduje się niedaleko Reykjaviku.

Gejzery powstają w miejscach gdzie pod ziemią zalega magma i są niczym innym jak gotującą się wodą, która od czasu do czasu kipi.

dsc_0578

Sprawdzam wysokość, faktycznie jest 4.300 m. n.p.m, bardzo mnie to cieszy bo łapiemy trochę aklimatyzacji przed wejściem na wulkan Lascar.

dsc_0530

Trzeba uważać żeby się nie poparzyć. Minęliśmy kilka osób, które za bardzo zbliżyły się do gejzerów i były prowizorycznie opatrywane . Najbliższy szpital 3 godziny drogi w jedną stronę.

dsc_0539

El Tatio to kolejny przykład surrealistycznych krajobrazów, z którymi mieliśmy do czynienia w północnym Chile.

dsc_0540

dsc_0552

dsc_0561

Starałem się uchwycić jak największy wytrysk wody. Niestety takich efektów jak np. w Parku Yellowstone nie uświadczyliśmy. Słup wody osiągał maksymalnie kilka metrów.

dsc_0572

dsc_0586

dsc_0597

Ale zimno !

dsc_0609

dsc_0598

dsc_0602

Na obrzeżach otworów, przez które wydostaje się woda tętni życie. Różnego rodzaju mikroorganizmy znalazły sobie tutaj idealne środowisko do egzystencji.

dsc_0636

Nadchodzi świt i oczekiwane ocieplenie. W drodze powrotnej w autobusie ciężko było wytrzymać z gorąca.

dsc_0659

dsc_0671

dsc_0680

W przeszłości miały miejsce próby ujarzmienia gejzerów i pozyskania z nich energii geotermalnej ,co z kolei doprowadziło do niekontrolowanych i bardzo groźnych wyziewów gazów wulkanicznych. Ostatecznie zaprzestano eksploatacji.

dsc_0690

Na śniadanie zjedliśmy liście koki. Rzeczywiście dają kopa 😉

dsc_0733

Po śniadaniu decydujemy się na kąpiel w naturalnym basenie geotermalnym. Ciężko było się rozebrać do kąpielówek przy takiej temperaturze, a jeszcze ciężej wyjść mokrym z ciepłej wody 😉

DCIM100GOPROG0216911.

W basenie duży ścisk przy gorącym źródle, woda miała dość zróżnicowaną temperaturę, a wszystkim było zimno. Z uwagi na wysoką zawartość minerałów, po kąpieli pachnieliśmy jak Muszynianka albo inna Kryniczanka.

dsc_0719

Przy basenie są nawet szatnie.

dsc_0807

W drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o kilka ciekawych miejsc. Na zdjęciu rzeka Putana stanowiąca siedlisko rzadkich gatunków ptaków, które muszą sobie radzić z faktem, że rzeka praktycznie codziennie w nocy zamarza.

dsc_0809

dsc_0823

Odwiedzamy również andyjską wioskę o nazwie Machuca. W chwili obecnej mieszkańcy utrzymują się głównie z turystki, ale można sobie wyobrazić jak ciężko musiało się tutaj żyć w przeszłości. Kompletna izolacja. brak odpowiedniej ilości tlenu w powietrzu, jałowa ziemia, na przemian mrozy i upały, a jedyna nadzieja na przeżycie pokładana w hodowanych tutaj lamach.

dsc_0824

Wnętrze zabytkowego kościoła.

dsc_0821

Polecam zjeść oryginalne chilijskie empanadas. Pieróg z ciasta smażonego w oleju nadziewany różnego rodzaju farszem. Empanadas na zdjęciu było nadziewane tylko serem  i było też zdecydowanie najlepszym jakie jadłem w Chile.

dsc_0860

Jeszcze raz trafiamy na różowe flamingi.

dsc_0866

Do San Pedro de Atacama wróciliśmy stosunkowo wcześnie, w związku z czym mieliśmy wolne popołudnie. Poszwędaliśmy się trochę po okolicy i udało nam się znaleźć trochę lokalnego kolorytu.

dsc_0870

dsc_0876

dsc_0880

Obiad zjedliśmy w barze przy dworcu autobusowym. O wiele taniej niż w centrum San Pedro, a jedzenie jak u babci – zupa krupnik i drugie danie kotlet, surówka i frytki ;).

dsc_0513

Po popołudniowej drzemce, wieczór spędzamy na oglądaniu gwiazd w jednym z tutejszych amatorskich obserwatoriów. Nie jest to nic nadzwyczajnego np. w Planetarium Śląskim myślę, że doznania mogą być nawet lepsze, natomiast nocne niebo widziane gołym okiem w nocy robi ogromne wrażenie. Widać doskonale Drogę Mleczną i obłoki Magellana – obce galaktyki możliwe do obserwacji jedynie na półkuli południowej.

Kolejnego dnia znowu wstaliśmy o 4:00 rano i wyruszyliśmy na podbój wulkanu Lascar o czym napiszę w kolejnym wpisie.

Pozdrawiam

Michał Nowak

Dodaj komentarz